3D Builder – zabawka czy przydatne narzędzie do pracy?

11 maja 2017

W ciągu ostatnich kilku tygodni opublikowałem na łamach Centrum Druku 3D i 3D w praktyce kilka tutoriali prezentujących możliwości programu 3D Builder – aplikacji do projektowania i edytowania modeli 3D będącej na wyposażeniu Windowsa 10, w tworzeniu prostych projektów do druku 3D. Od dłuższego czasu postrzegam ten program jako doskonałe narzędzie dla osób stawiających pierwsze kroki w obszarze technologii przyrostowych i cyklem swoich artykułów starałem się zaprezentować jak najszersze spektrum jego możliwości. Teraz przyszedł czas na krótkie podsumowanie i próbę odpowiedzi, czy 3D Builder nadaje się do czegoś więcej, niż projektowanie prostych zawieszek lub wizytówek?

3D Builder został po raz pierwszy zaprezentowany w Windowsie 8.0, stając się od wersji 8.1 integralnym elementem systemu operacyjnego Microsoftu. Na przestrzeni dwóch lat program mocno ewoluował – zarówno od strony graficznej jak i funkcjonalnej. Jego pierwsza odsłona była bardzo surowa, zarówno pod względem interfesju jak i możliwości jakie oferował.

Jego obecna odsłona prezentuje się bez porównania lepiej i profesjonalniej, niemniej jednak wciąż wiele jej brakuje do tego, aby można porównywać go w jakikolwiek rozsądny sposób do innych narzędzi do projektowania przestrzennego. Chociaż z jednej strony żaden początkujący użytkownik nie powinien mieć większych problemów aby się w nim odnaleźć, na dłuższą metę rozwiązania zaproponowane przez twórców aplikacji są dość uciążliwe…

Przyjrzyjmy się dokładniej poszczególnym funkcjonalnościom 3D Buildera i spróbujmy ustalić jaka jest jego rzeczywista wartość użytkowa?

Interfejs użytkownika

Do pracy wykorzystywane są narzędzia znajdujące się w trzech niezależnych panelach:

  • górnym, gdzie ustawiamy zaawansowane parametry modelu oraz możemy go w większym stopniu modyfikować (np. wycinać jego fragmenty, bądź scalać z innym)
  • bocznym, gdzie zarządzamy większą liczbą modeli, m.in. grupujemy lub rozgrupowujemy
  • dolnym, z którego korzystamy najczęściej, służącym do przesuwania modelu w osiach XYZ, obracania go i skalowania.

Jeśli chodzi o górne menu trudno mieć tu jakiekolwiek zastrzeżenia. Zostało zaprojektowane w klasyczny sposób i dostęp do poszczególnych funkcji jest bardzo szybki i prosty. Menu boczne jest niestety tragiczne. Ponad połowę przestrzeni przeznaczono na funkcje grupowania i zaznaczania modeli, z których w znakomitej większości przypadków w ogóle się nie korzysta. Poniżej znajduje się jedno z najważniejszych okien w programie, które przedstawia poszczególne modele na scenie. Jest małe i mieszczą się w nim zaledwie dwa rzędy modeli, po dwa modele obok siebie. W momencie gdy wstawiamy piąty model, musimy przesuwać widok suwakiem w dół, aby go zobaczyć. Przy jeszcze większej liczbie modeli przestaje to być w ogóle funkcjonalne.

Ostatnia pozycja to kolory – aktualnie przydatna jedynie dla drukarek 3D drukujących w technologii CJP (druk 3D w pełnym kolorze z proszku gipsowego). Dla użytkowników domowych, korzystających w 99,8% z niskobudżetowych drukarek 3D typu FDM ta opcja jest bezużyteczna. Możemy ją zwinąć, ale nie spowoduje to niestety zwiększenia rozmiaru okna z modelami.

Dolny panel składa się z trzech narzędzi: pozycjonowania obiektu na scenie, obracania go wokół osi XYZ oraz skalowania. Na pierwszy rzut oka jest ono rozwiązane bardzo przyjaźnie – wystarczy zaznaczyć model, wybrać narzędzie i dokonać zmiany – albo ręcznie, używając do tego pojawiającej się na modelu strzałki, albo za pomocą wartości liczbowej w samym panelu. Problemem okazują się być same strzałki i ich zaznaczanie – są bardzo małe i szczególnie na początku użytkownik będzie często mylił strzałkę odpowiadającą za długość modelu (Y) z wysokością (Z).

Przy skalowaniu trzeba koniecznie pamiętać o kłódce. Zwracałem na to szczególną uwagę przy projektowaniu wizytówki lub zawieszek, gdzie operujemy na bardzo małych pod względem wysokości modelach.

Narzędzia do modyfikacji modelu

Generalnie jest ich bardzo mało, ale część z nich ma bardzo fajne i zaawansowane możliwości. Największą zaletą 3D Buildera jest możliwość tworzenia modeli przestrzennych w oparciu o pliki graficzne, na czym oparłem wszystkie trzy tutoriale. Wystarczy wygenerować dowolną płaszczyznę za pomocą jakiegokolwiek programu graficznego i zaimportować go do 3D Buildera – od razu otrzymujemy trzeci wymiar, który możemy skalować.

Niestety nie możemy zrobić nic więcej… Opcji której brakuje najbardziej, to modelowanie krawędzi (np. dodawanie fazowania lub uwypuklania krawędzi) oraz swobodnego wycinania wybranych fragmentów modelu. Ciąć model możemy tylko po płaszczyźnie:

lub wycinać w nim otwory za pomocą innych kształtów – czy to domyślnych, czy importowanych jako niezależne obiekty STL:

Poza tym możemy dokonać całej masy rzeczy, które użytkownikom niskobudżetowych drukarek 3D typu FDM (oraz SLA / DLP, a nawet SLS) do niczego się nie przydadzą, jak np. nakładanie tekstur i kolorów:

Z drugiej strony nie da się ukryć, że ta funkcjonalność działa fenomenalnie – pokrywanie obiektu kolorem lub teksturą jest banalne i poradzi sobie z nim nawet kilkuletnie dziecko.

Rzeczy, które 3D Builder robi doskonale

Bardzo wartościową funkcjonalnością 3D Buildera jest dodawanie wszelkiego rodzaju napisów, które bezproblemowo można nanosić na skomplikowane płaszczyzny. Profesjonalne programy klasy CAD miewają z tym problemy – w 3D Builderze jest to banalnie proste.

3D Builder dobrze też radzi sobie z naprawą plików STL – gdy uszkodzony / wadliwie wygenerowany plik otworzymy w programie, 3D Builder samodzielnie go poprawi.

Kolejna ciekawa funkcjonalność to zlecanie wydruku 3D do i.Materialise:

Tak naprawdę to jest to oddzielna aplikacja, z własnym zestawem narzędzi do dodatkowego edytowania modelu. Niestety nic nie jest za darmo… Zanim prześlemy plik do wyceny pojawi się komunikat o takiej treści:

Na koniec drobiazg, ale bardzo fajny… Jak działa funkcja OSADŹ w przypadku złożonych geometrycznie modeli?

Po co w ogóle Microsoftowi 3D Builder…?

I tutaj przechodzimy do sedna sprawy… Pracując na 3D Builderze i mając dostęp do jego narzędzi, miałem cały czas poczucie, że korzystam z programu przeznaczonego do czegoś zupełnie innego, co tak naprawdę jest poza moim zasięgiem. I nie chodzi tu wcale o kwestie dostępu do określonych technologii czy cen, ile braku samych technologii, które mogłyby skutecznie wykorzystywać wszystkie funkcjonalności jakie daje ten program?

3D Builder nie jest programem do projektowania, tylko edycji istniejących modeli przestrzennych. Możemy je personalizować, kolorować i nakładać na nie tekstury. Tylko po co? Po to, żeby wydrukować je z proszku gipsowego w pełnym kolorze na maszynach 3D Systems, z którym Microsoft nie ma zaawansowanych relacji biznesowych – a z pewnością nie takich, aby było uzasadnione tworzenie pod ich technologie tego typu program?

Kolejna ważna kwestia to fakt, że chociaż od frontu tego w ogóle nie widać, wewnątrz 3D Buildera drzemie olbrzymia moc! Ciekawostką jest fakt że Solidworks – jedno z najpotężniejszych narzędzi do projektowania obiektowego, za pomocą którego można zarówno zaprojektować Cedryka, jak i łódź podwodną, przemysłową linię produkcyjną albo nową dzielnicę miasta, wykorzystuje silnik 3D Buildera do eksportu modeli pod druk 3D. Skoro taka firma jak Dassault Systèmes woli integrować się z „prostą” aplikacją Windowsowską, niż tworzyć własne, autorskie rozwiązanie, może to oznaczać, że 3D Builder jest dużo bardziej zaawansowany niż może się pozornie wydawać?

Jestem więcej niż przekonany, że 3D Builder jest szykowany na coś wyjątkowego, co wydarzy się dopiero w nadchodzących latach. Jego obecne możliwości to tylko zajawka czegoś większego. Co to może być? Możliwe że dowiemy się tego w chwili, gdy maszyny HP osiągną poziom, który był zapowiadany podczas ich pierwszej prezentacji w 2014 r. i trafią do otwartej sprzedaży…?

Jeśli chodzi o użytkowników niskobudżetowych drukarek 3D typu FDM, to jest to tylko ciekawe, choć mało funkcjonalne narzędzie, które będą mogli sporadycznie wykorzystać do edycji wybranych rzeczy. Sprawdzi się też idealnie w segmencie edukacyjnym – ale tylko tym bardzo podstawowym.


O autorze
Paweł Ślusarczyk

Prezes zarządu CD3D Sp. z o.o. oraz Business Development Manager. Posiada ponad 12-letnie doświadczenie w biznesie, zdobyte w branży IT, reklamowej i poligraficznej. Od stycznia 2013 roku związany z drukiem 3D.


ARTYKUŁY POWIĄZANE

Ostatnie komentarze