Kudo3D Bean – od Kickstartera po Urząd Celny

Kategoria: Amatorskie drukarki 3D Testy 18 maja 2018

Niemal rok temu, pod koniec maja, na Kickstarterze wystartowała jedna z najpopularniejszych kampanii 2017 roku. Jej twórcą była doświadczona, amerykańska firma Kudo3D, a bohaterem drukarka 3D Bean. Pierwszych trzydziestu darczyńców mogło nabyć to urządzenie za jedyne 199 $. Z nie do końca jasnych pobudek zostałem numerem 23. Jako, że moja „przeprawa” z dostawą Kudo3D Bean właśnie dobiegła końca, na jej przykładzie prześledzimy cały proces od wsparcia kampanii, przez odprawę celną, aż po odbiór urządzenia.

Moja przygoda rozpoczęła się 31 maja 2017 roku. Polowanie rozpocząłem dobrą godzinę przed startem kampanii, zabezpieczając się w ten sposób przed przypadkowym wcześniejszym jej rozpoczęciem. Na pięć minut przed godziną „0” rozpocząłem już cosekundowe odświeżanie strony. Mój wysiłek został nagrodzony magiczną liczbą 23 oraz informacją, że moja karta zostanie obciążona wskazaną kwotą w dniu zakończenia kampanii. Poza samą drukarką 3D skusiłem się jeszcze na tak zwany Wi-Fi Repeater za dodatkowe 35 $.

Problemem Kickstartera (przynajmniej dla mnie) są możliwe metody płatności, które ograniczają się wyłącznie do karty płatniczej/kredytowej. Nie ma więc możliwości płatności przy pomocy PayPal oraz kont walutowych lub kantorów walutowych, z których normalnie korzystam. Niestety posiadając karty podpięte do konta w złotówkach nie uniknąłem mało korzystnego przewalutowania, a tak właściwie podwójnego przewalutowania. W efekcie moje zapłacone 234 $ kosztowało mnie dokładnie 908,91 zł.

Pozostało już tylko czekać do końca stycznia 2018, kiedy to, według informacji z kampanii, miała nastąpić wysyłka pierwszych egzemplarzy. Termin ten, jak to przeważnie bywa, nie został dotrzymany, a opóźnienie przełożyło się na dodatkowe cztery miesiące oczekiwania. Kudo3D jak przystało na profesjonalną firmę pozostawało jednak cały czas w kontakcie ze swoimi fundatorami, regularnie informując o postępach w pracach. Jest to rzadko spotykana praktyka, ale na stronie kampanii pojawiło się od jej początku aż pięćdziesiąt trzy aktualizacje. Każda z nich zawierała pokaźną dawkę najświeższych informacji.

Istnieją pewne przesłanki, które mogą w pewien sposób usprawiedliwić zaistniałe opóźnienie. Na początku stycznia pojawiła się aktualizacja, w której mogliśmy przeczytać, że drukarka została nieco przeprojektowana, a kilka kluczowych elementów zostało zmodyfikowanych. Jedną z ważniejszych zmian była zmiana mocy lampy z 40 W na 60 W, co w efekcie ma przyczynić się do wzrostu prędkości naświetlania pojedynczej warstwy o około 25%. Przeprojektowano również platformę roboczą oraz kuwetę. Ta ostatnia przysporzyła producentowi chyba najwięcej kłopotów, ponieważ modyfikacje wprowadzane były w niej aż do ostatniej chwili.

Jako że mój zakup nie był do końca przemyślany, to i jakoś specjalnie nie wyczekiwałem aż „listonosz” pojawi się w końcu przed moimi drzwiami. Inaczej sprawa wyglądała jednak w komentarzach zniecierpliwionych darczyńców, które pojawiały się praktycznie pod każdą aktualizacją. Oliwy do ogania dolewały jeszcze podawane co jakiś czas informacje o specyfikacji następcy Bean, nad którym pracują obecnie twórcy.

Dokładnie miesiąc temu otrzymałem maila z informacją, że moje zamówienie jest gotowe do wysyłki i, jeżeli mam taką potrzebę, to ewentualnie mogę do niego jeszcze coś domówić. Ponieważ różnych rodzajów żywic mam pod dostatkiem, to zrezygnowałem z tej możliwości. Przesyłka miała zostać wysłana natychmiast po wpłaceniu na konto PayPal kwoty 160 $. Numer zamówienia określony jako XXXXX001 (numer celowo podany w niepełnej formie) pozwalał poczuć mi się wyjątkowo. Nie będę jednak ukrywał, że wykorzystałem nieco swoją „pozycję”, od początku informując twórców, że jestem w jakiś tam sposób związany z mediami branżowymi. Jestem więc świadomy tego, że regularna wysyłka drukarek 3D nie została jeszcze rozpoczęta.

W momencie kiedy towar został wysłany (dodajmy, że z Tajwanu) otrzymałem tracking number i mogłem śledzić jej losy. Przesyłkę nadano 27 kwietnia (piątek), a planowana dostawa miała odbyć się… 30 kwietnia (poniedziałek). Tak też, przynajmniej w teorii, się stało. Paczka 30 kwietnia wylądowała na odprawie celnej w Katowicach, tego samego dnia otrzymałem maila od TNT z prośba o wypełnienie upoważnienia i dostarczenie kilku dokumentów. Uczyniłem to niezwłocznie, na co w odpowiedzi zostałem poproszony o dostarczenie ostatniego dokumentu… certyfikatu CE.

Od tego momentu Bean zaczął powoli zadomawiać się w magazynie TNT. Problem wyglądał w ten sposób, że urządzenie przeszło proces certyfikacji, ale procedury wydania dokumentu strasznie się wydłużały, więc w sumie za moją (nie do końca świadomą) zgodą, producent wysłał do mnie moje zamówienie. Po wymianie kilku maili udało się załatwić raport z TUV, na który musiałem poczekać około tygodnia. Okazało się, że dokument był dla Urzędu Celnego wystarczający i paczka mogła zostać zwolniona i przekazana do doręczenia.

Po 15 dniach od wylądowania w Polsce Kudo3D Bean dotarła pod mój adres, tego samego dnia otrzymałem również właściwy certyfikat CE. Przed odbiorem musiałem jeszcze zapłacić cło oraz VAT, które wyniosły kolejno 13 zł oraz 184 zł. Łączny koszt urządzenia wyniósł mnie więc ostatecznie 1.665,63 zł.

Zdjęcia: www.kickstarter.com

O autorze

Redaktor Naczelny 3D w praktyce. Absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, fan gier komputerowych oraz właściciel sklepu filaments4U.com.

ARTYKUŁY POWIĄZANE

Ostatnie komentarze