Pożegnanie z Linuksem

28 Wrz 2014

No niestety, wygląda na to, że na jakiś czas rozstanę się z Linuksem u siebie w domu.

Trochę mi przykro z tego powodu bo używając Ubuntu od paru ładnych lat zdążyłem je polubić. Sama idea wolnego oprogramowania jest mi dość bliska, i mocno cenię sobie otwartość źródeł, formatów danych, protokołów itp. Gdy jakiś czas temu zrezygnowałem z Windowsa poczułem sporą ulgę – dość natrętnego systemu, który potrafi się bez pytania zrestartować (bo akurat weszła ważna aktualizacja), koniec problemów z licencjami, wirusami, zamulaniem i puchnięciem systemu. Co prawda trochę energii musiałem poświęcić na rozruszanie się w nowym środowisku ale miałem z tym sporo frajdy. Czasem brakowało mi dobrych odpowiedników dla niektórych programów – ale do wszystkiego co związane z tworzeniem oprogramowania, projektowaniem elektroniki oraz przeglądaniem Internetu Linux świetnie się nadawał.

Zaczęło być mniej różowo gdy zająłem się drukiem 3D. Wydawałoby się, że w temacie RepRap na Linuchu wszystko powinno chodzić bez zarzutu – w końcu RepRap to społeczność, open-source i open-hardware. Ok, slicery działają na Ubuntu bez zarzutu (Slic3r, KISSlicer, Cura), dużo innego oprogramowania mniej lub bardziej przydatnego przy druku 3D (np. pronterface / printrun, freecad, blender, meshlab, arduino) również jest dostępne na Linuksa. Jednak z hostem, który najbardziej przypadł mi do gustu – Repetierem – nie było tak łatwo. Żeby go odpalić potrzebne było Mono (Linuksowy odpowiednik .NET Frameworka), na którym Repetier potrafił się w różnych momentach wykrzaczać. Do tego podłączenie drukarki do hosta wymagało zmian w firmwarze urządzenia (bo Linux nie wspiera niestandardowej wartości baudrate 250000). Niemniej jednak po jakimś czasie udało mi się wszystko tak ustawić, żeby w miarę dobrze działało.

Głównym problemem stała się za to kwestia programu do projektowania 3D. Do realizacji swoich projektów na początku próbowałem wykorzystać FreeCADa, od którego ze względu na pewną toporność i ograniczone możliwości szybko odszedłem. Przesiadłem się na prawdziwy pro-kombajn, Autodesk Inventora, który niestety posiadał już tylko wersję windowsową. Żeby nie rozstawać się z Ubuntu, postawiłem Windowsa na VirtualBoxie, i co dziwo, Inventor działał na nim bez zarzutu.

Inventora używałem na licencji edukacyjnej, pozwalającej osobom o statusie studenta używać go przez 3 lata do celów niekomercyjnych. Jako że moje czasy studenckie minęły już kilka lat temu, nadal rozglądałem się za programem, którego mógłbym zgodnie z licencją używać do swoich potrzeb – albo w wersji dla hobbystów, albo innej z podstawowymi funkcjonalnościami, której koszt zamknąłby się w kilkuset zł. Przejrzałem wiele innych rozwiązań, takich jak Autodesk 123D, Tinkercad, SketchUp, działających niestety też tylko pod Windowsem – jednak w większości były to zabawki pozwalające na bardzo podstawowe rzeczy. Później przyszła pora na ZW3DDesign Sparka i TurboCADa (ten ostatni program to jakiś koszmar) przy których zacząłem wątpić czy w ogóle uda mi się znaleźć coś sensownego o cenie niższej niż koszt samej drukarki.

W końcu znalazłem program w sam raz dla siebie – dość prosty Cubify Invent oraz bardziej zaawansowany Cubify Design. O samych tych narzędziach można by napisać osobny artykuł – więc wspomnę tylko że kosztują odpowiednio $49 i $199 i po przejrzeniu kilku tutoriali mogę powiedzieć że mają wszystko co trzeba jeśli chodzi o parametryczne projektowanie w podstawowym zakresie.

Niestety obydwa programy już nie chodziły zbyt dobrze na maszynie wirtualnej (ze względu na ograniczone możliwości wykorzystania sprzętu związanego z grafiką). Po spędzeniu paru wieczorów udało mi się doprowadzić i VirtualBoxa, i VMWare Playera do poprawnej obsługi 3D. Jednak w międzyczasie skończyła mi się cierpliwość do Linuksa i uznałem że całe to zamieszanie związane z odpalaniem drugiej maszyny nie jest warte świeczki. Skoro i tak na co dzień miałbym uruchamiać Windowsa na Linuksie, prościej byłoby po prostu zainstalować go normalnie jako podstawowy system operacyjny, pozbywając się wirtualizacji i współdzielenia danych.

Czasem warto zadać pytanie, co człowiek tak naprawdę chce robić – walczyć z narzędziami czy zająć się tym, do czego te narzędzia są mu potrzebne. W przypadku druku 3D, gdzie chcemy sami projektować przedmioty, myślę że Linux nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem. Nie oszukujmy się – wiele specjalistycznych programów jest napisanych tylko na Windowsa lub Maca. Jeśli ktoś zajmuje się czymś zawodowo, lub przynajmniej poświęca lwią część swojego wolnego czasu, lepiej jest czasem użyć komercyjnego, zamkniętego oprogramowania które pozwoli szybciej i prościej zrobić to co chcemy.

Żeby nie wywołać wrażenia, że Linux jest moim zdaniem „słaby” – z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że pod wieloma względami system ten jest bezkonkurencyjny jeśli chodzi o zastosowania serwerowe i trudno sobie w ogóle wyobrazić Internet bez jego istnienia. Jednak jeśli chodzi o oprogramowanie desktopowe – dostępność specjalistycznych narzędzi, plus niekiedy ogólną wygodę użytkowania – szedłbym w kierunku Apple’a lub Microsoftu.

Źródła ilustracji

http://www.pcworld.com/article/207999/desktop_linux_dream_is_dead.html
http://www.shapeways.com/creator/tools


O autorze

ARTYKUŁY POWIĄZANE
  • Open Source nie jest obligatoryjne. Mi po prostu nie pasuje findofs , po prostu nie moge obrabiac wygodnie danych pod windows. terminal to nie wszystko, choc jest wygodny. Po prostu wszystkie wtyczki, pakiety, perl itd działa. Nie musze walczyć z R, pythonem rvm czy tysiącem innych rzeczy.

    Co do oprogramowania to wole uzywac open source np. blender bo ono nie zostawi mnie na lodzie jak autodesk z powyzszego przykladu. Po prostu zawsze bedzie jakas wersja. Ma swoje narowy, ale działa i moge robic piękne rzeczy (projektuje własnie w nim renderery, nawet tego co wygeneruje w openscad). I to dotyczy wszystkich programów. Nie musze się martwic czy mam licencje czy pójdzie i jak. Kupilem kiedys iwone. Dla tego programu mialem nawet windows, ale nowsza wersja juz ciezko bylo zassac, musialbym kupic nowsza wersje systemu by dzialaly nowe glosy, bez sensu. Nie chce tracic czasu na ustawienia.

    Liczy sie efekt, a ja szybciej zrobie to w Linuxie czy nawet Mac, Solaris niz na findofs. Jesli musze uzywac findows to jedno z nas jest chore, albo ja albo system.

Ostatnie komentarze